Drugie spotkanie w Gminnym Ośrodku Kultury w Sochocinie było z dziećmi z okolicznych miejscowości. Zapamiętałam z Sochocina kilka rzeczy: Pana Dyrektora GOK-u, który strasznie się mnie bał i pocieszałam go telefonicznie, że całkiem fajna ze mnie dobra wróżka, ale to i tak nie pomogło. Pana wójta, który przyszedł na spotkanie i nie mógł wyjść z podziwu, że dzieci są tak grzeczne przez 1.5 godziny. Oj, panie wójcie, czy pan nie wie, że dzieci mają klasę? A trzecia rzecz, to spiesząc się na kolejne spotkanie, zabrałam po drodze mamę z dzieckiem na ręku, która rozpaczliwie zatrzymywała samochody. Zatrzymałam się, choć z reguły nigdy nie zabieram pasażerów "na okazję". mama z synkiem jechała do Płońska do lekarza. Nagle chłopiec powiedział: - ja panią znam. Pani pisze śliczne książki. Byłem dzisiaj na spotkaniu. Dałam mu bajkę na dobranoc, jego ulubioną, z kościotrupem ma się rozumieć.