W POSZUKIWANIU SZCZĘŚCIA
Rok wydania: 2001

W poszukiwaniu szczęścia (fragment)

Profesor, który opiekował się uczniami, był bez serca. Wyśmiewał każdy błąd. Wytykał najmniejszą pomyłkę. Najstarszy uczeń, którym był Hosi, ogłosił już wszystkim, że pragnie zostać sławny. Był zatem obiektem czasem nawet bardzo okrutnych żartów ze strony profesora i uczniów przez całe cztery lata nauki. Hosi bardzo przeżywał upokorzenia, ale nie poddawał się. Przecież wiedział, że aby zostać sławnym, trzeba przejść niesłychanie wiele przeciwności. Uczył się więc ze zdwojoną siłą. Uczył się przecież za pieniądze króla. Musiał udowodnić Danii, że warto było mu pomóc!

Minęły już cztery lata, odkąd Hosi opuścił Odense. Bardzo tęsknił za mamą, więc ferie wielkanocne, które pozwolono mu spędzić w domu, były najszczęśliwszymi dniami w jego życiu. mama Andersena nie umiała czytać i listy od syna odczytywali jej obcy ludzie, więc weieść, że przyjeżdża królewski stypendysta rozeszła się po Odense lotem błyskawicy.

Matka wyszła Hosiemu na spotkanie, nie poznała jednak w tym eleganckim, młodym człowieku własnego syna.

- Mamo! - krzyknął Hosi i na jej widok łzy popłynęły mu z oczu.

- Synku, to naprawdę ty?! - nie mogła nadziwić się mama. Bała się przytulić do niego, by nie pobrudzić mu śnieżnobiałej koszuli. Lecz on tymczasem już trzymał ją w ramionach i oboje cieszyli się jak dzieci. Wziął ją pod rękę i poszli do domu, a gdy szli, okna domów otwierały się i ludzie pokazywali go sobie palcami.

- Patrzcie, to królewski stypendysta! Uczy się za pieniądze króla. Musi być bardzo mądry, skoro sam król łoży na jego naukę - szeptano wokół.

Gdy mijali ratusz, sam burmistrz wyszedł im na spotkanie. Był to ten sam człowiek, który niegdyś tak bardzo upokorzył Hosiego. Teraz wyciągnął do niego rękę i rzekł:

- No, no, chłopcze, nieźle, nieźle. Gratuluję - i uścisnął mu dłoń.

- Gratuluję pani takiego syna - powiedział, a gdy skończył, szybciutko wrócił do ratusza, jakby się czegoś lub kogoś zawstydził.

ILUSTRACJE: