W POSZUKIWANIU SZCZĘŚCIA. Biografia H.Ch. Andersena
Rok wydania: 2005

W poszukiwaniu szczęścia (fragment)

Przyklasztorna szkoła dla chłopców nie trwała długo. Zakończeniem jej było przystąpienie do Pierwszej Komunii Świętej, w której uczestniczyli nie tylko uczniowie z biednej szkoły, ale również dzieci z bogatych domów. Próby odbywały się w kościele i Hosi pierwszy raz ujrzał grzeczne, pięknie ubrane, uśmiechnięte dziewczynki i chłopców w jasnych ubrankach, ze ślicznie obciętymi włosami.

- Nienawidzę biedy - pomyslał. - Muszę zostać sławny. Sławny i bogaty. Już nie pozwolę się z siebie śmiać - postanowił i usiadł w ławce razem z dziećmi z bogatych domów.

Chłopcy, którzy wydawali mu sie grzeczni, odsuneli sie od niego. natomiast jedna mała dziewczynka wstała, wyciągnęła do niego rączkę i powiedziała:

- Chodź, usiądziemy razem. mam na imie Laura, a ty?

Nazywam się Hans Christian Andersen - odpowiedział Hosi.

- Czy mogę do ciebie mówić, Hosi? - spytała Laura.

- Tak - wyszeptał uszczęśliwiony.

- To dla ciebie - uśmiechneła się Laura, ofiarowując Hosiemu czerwoną różę, wyjętą ze swego kapelusza.

Gdy wrócił do domu, rzucił się mamie na szyję.

- Mamo, poznałem w kościele dziewczynkę! Ma na imię Laura! Siedzimy w jednej ławce! Jestem taki szczęśliwy!

A gdy rano obudził się, na krześle obok łóżka leżało ubranko, uszyte ze starego garnituru taty, a tuż przy nim stały najpiękniejsze buty na świecie. Były to jego pierwsze buty w życiu. Do tej pory wszędzie, nawet do kościoła chodził boso.

- To dla ciebie, Hosi, ode mnie i od babci - mama przytuliła go do siebie. - Dziś twoja Komunia.

Hosi ubrał sie więc w nowy strój i w nowe buty. Cholewki wystawił na spodnie i tak wystrojony wszedł do kościoła. W kościele było już mnóstwo ludzi. Hosi padł na kolana i szepnął: - Boże, dziękuję ci za buty. Są piękne! Wybacz, że nie mogę się modlić tak, jak powinienem, ale buty są tak śliczne, że nie mogę się nimi nacieszyć. Pragnę tylko, by wszyscy je dobrze zauważyli. - Tak modlitwę zakończył i ruszył przez środek kościoła. Buty zaś skrzypiały niemiłosiernie i, chcąc nie chcąc, każdy sie im przyglądał.

Po uroczystości pieknie ubrany pobiegł nad rzekę, gdzie jego mama od rana prała brudne ubrania. Chciał się pochwalić, że tak pieknie było w kościele i że wszyscy podziwiali jego buty. Chciał też podziękować mamie, bo wiedział, ile wyrzeczeń ją to kosztowało. Gdy przebiegał obok ratusza, otworzyło się okno i ukazała się pyzata twarz burmistrza.

- Hej! Chłopcze! Zatrzymaj się! Dokąd tak pędzisz, urwisie?

- Do mamy nad rzekę - odparł Hosi. Zdjął z głowy czapkę z daszkiem i ukłonił się grzecznie burmistrzowi. Czuł sie niezwykle dumnym i prawie dorosłym człowiekiem.

- Dobry chłopak z ciebie - uśmiechnał sie burmistrz. - To twoja matka pierze ubrania nad rzeką? - spytał.

- Tak, proszę pana.

- Powiedz jej, że ludzie się na nią skarżą, bo wódkę pije. Co za niedobra kobieta!

- Nieprawda! - krzyknął Hosi, a serce zadrgało mu tak mocno, aż poczuł ból w palcach rąk i stóp. - Nieprawda! Jest najlepsza na świecie! Pije tylko po to, żeby jej nogi w rzece nie zamarzły!

- Ech, idź już sobie - odparł na to burmistrz. - I przynajmniej ty nie pij. Zresztą i tak będziesz pił, albo będziesz nierobem, jak twój ojciec - dodał. - Z takiego nic już nie wyrosnie! - po czym machnął ręką i zamknął okno.

Hosi postał chwilę, bo nogi odmówiły mu posłuszeństwa. Spuścił głowę. Łzy jedna po drugiej płynęły mu z oczu. Nie poszedł nad rzekę. Wrócił do domu. Dopiero tutaj, w samotności, zaniósł się głosnym, dziecięcym płaczem...

 

ILUSTRACJE: